Lata dwudzieste, Paryż i Riwiera, klasa przynajmniej średnio wyższa, dobry moment na Fitzgeralda, a jakoś słów mi brakuje.
Inny świat, piękny portret i układanka. Szkielet trochę podobny do Gry w klasy - Paryż, miłość, ucieczka do domu i szpital psychiatryczny - i trochę w ten sposób mnie urzeka, też chłodnym urokiem.
Znowu mam problem z odnalezieniem czegoś więcej niż to, co widzą oczy. Tym razem jeszcze nie mam za wiele słów - za to uczuć więcej. Bez wielkiego zakochania, ale dużo zadowolenia. Odnalazłam się w tych stronach.
pia
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Sumire: Czuła jest noc
Teraz mogę już powiedzieć, że nie lubię Scotta Fitzgerald'a z czystym sumieniem. Po Wielkim Gatsby miałam jeszcze nadzieję, niestety płonną.
Właściwie mogłabym powtórzyć tu zarzuty z recenzji Gatsby'ego- nie polubiłam nikogo z bohaterów, wszyscy wydawali mi się płytcy i niesympatyczni. Nie podobało mi się porzucenie Rosemary w pewnym momencie i skupienie na Diverach. Wolałabym poznać dokładniej jej historię.
Powieść ciągnie się i ciągnie, mimo że nie jest zbyt długa, namęczyłam się przy jej czytaniu. Znowu przyłapałam się na kartkowaniu w oczekiwaniu na akcję, a kiedy wreszcie skończyłam, odłożyłam książkę z ulgą. Dialogi nużyły, być może winne jest tłumaczenie? Układ powieści uważam za bardzo niefortunny, utrudniający odbiór całości.
To nie znaczy, że Czuła jest noc jest złą książką, ale nie jest książką dla mnie. Skoro tyle osób się Fitzgeraldem zachwyca, to coś musi w tym być, prawda?
Mimo wszystko, cieszę się, że wyzywanie "zmusiło" mnie do zapoznania się z powieściami Fitzgeralda. Są książki, które powinno się znać, Czuła jest noc na pewno do nich należy.
Niech mi tylko ktoś wyjaśni, co stało się z Abe'em North'em.
poniedziałek, 4 marca 2013
Podsumowanie lutego.
Alina poprosiła mnie, abym tym razem to ja napisała podsumowanie z poprzedniego miesiąca. Co tu dużo mówić - "Damę kameliową" przeczytały zaledwie dwie osoby, a były to Pia i Alina. Obie miały dość podobne spostrzeżenia, choć nie do końca. Ja się z nimi zgadzam. Udało mi się przeczytać pięćdziesiąt czy sto stron, nawet nie pamiętam, ale wrażenia miałam podobne. Czy wy też chociaż zajrzałyście do środka, drogie uczestniczki wyzwania? :) Mam ogromną nadzieję, że uda nam się w pełnym składzie przeczytać pozycję marcową:
Znany i dość lubiany Fitzgerald. Może będzie lepiej.
czwartek, 28 lutego 2013
Alina: "Dama Kameliowa" - Aleksander Dumas
O prostytutkach napisano wiele. Jednak w czasach, gdy był to zawód jeszcze bardziej pogardzany niż obecnie, udało się komuś stworzyć z prostytutki postać dobrą i tragiczną - tą osobą był Aleksander Dumas.
"Dama Kameliowa" to krótka i smutna bajka o miłości, śmierci i poświęceniu. Bohaterka, Małgorzata, umiera, a my poznajemy jej historię z opowieści zakochanego w niej mężczyzny. Trudno powiedzieć, na ile jest to postać wyidealizowana, ale zdecydowanie dla miłości, która następuje dzień po poznaniu Armanda, jest w stanie zrobić wiele. Ale cóż ma do stracenia osoba, która umiera?
I choć nie potrafię zrozumieć tak szybkiego zakochania się aż po - dosłownie - grób w jeden dzień (trąci mi to współczesnymi nastolatkami, które zmieniają chłopaka co miesiąc i za każdym razem mówią, że to ten jedyny), to sama historia ma w sobie coś urzekającego. Jest lekka, ładna i słodka, choć wybitności bym się w niej nie doszukiwała. Krótka historia o krótkiej miłości.
Moje wydanie zaś jest rzeczą straszną. Kiedyś w gazecie (możliwe, że Wyborczej) były książki z wielkiej literatury. Także "Dama..." w jednym tomie ze "Sprawą Clemenceau" - wydawca mówi, że zachował dawne tłumaczenie, by pokazać piękno języka polskiego. I o ile brak umiejętności stawiania przecinków i mnóstwo stylistycznych dziwactw byłam w stanie zrozumieć (choć mogliby zadbać o poprawienie interpunkcji, albo raczej zastosowanie jej), to "chałas" mnie wykończył. Dodatkowo tłumacz jest anonimowy. Próżno szukać winnego tego bezceństwa. Nie ma ani redaktora, ani korektora, ani też tytułu oryginalnego. I choć okładka jest ładna, nie polecam tego wydania.
Sama książeczka warta przeczytania, zapoznania się. Jest bardzo miła. Jednak jestem nieporuszona.
"Dama Kameliowa" to krótka i smutna bajka o miłości, śmierci i poświęceniu. Bohaterka, Małgorzata, umiera, a my poznajemy jej historię z opowieści zakochanego w niej mężczyzny. Trudno powiedzieć, na ile jest to postać wyidealizowana, ale zdecydowanie dla miłości, która następuje dzień po poznaniu Armanda, jest w stanie zrobić wiele. Ale cóż ma do stracenia osoba, która umiera?
I choć nie potrafię zrozumieć tak szybkiego zakochania się aż po - dosłownie - grób w jeden dzień (trąci mi to współczesnymi nastolatkami, które zmieniają chłopaka co miesiąc i za każdym razem mówią, że to ten jedyny), to sama historia ma w sobie coś urzekającego. Jest lekka, ładna i słodka, choć wybitności bym się w niej nie doszukiwała. Krótka historia o krótkiej miłości.
Moje wydanie zaś jest rzeczą straszną. Kiedyś w gazecie (możliwe, że Wyborczej) były książki z wielkiej literatury. Także "Dama..." w jednym tomie ze "Sprawą Clemenceau" - wydawca mówi, że zachował dawne tłumaczenie, by pokazać piękno języka polskiego. I o ile brak umiejętności stawiania przecinków i mnóstwo stylistycznych dziwactw byłam w stanie zrozumieć (choć mogliby zadbać o poprawienie interpunkcji, albo raczej zastosowanie jej), to "chałas" mnie wykończył. Dodatkowo tłumacz jest anonimowy. Próżno szukać winnego tego bezceństwa. Nie ma ani redaktora, ani korektora, ani też tytułu oryginalnego. I choć okładka jest ładna, nie polecam tego wydania.
Sama książeczka warta przeczytania, zapoznania się. Jest bardzo miła. Jednak jestem nieporuszona.
pia: "Dama Kameliowa" - Aleksander Dumas (syn)
Wymyśliłam, żeby książkom, ludziom i pisarzom dawać drugą szansę. I dobrze, bo Dama za pierwszym razem odbiła się od muru, a za już drugim trafiła - chociaż nie w serce.
I chociaż rozpłakałam się na koniec, to tylko na koniec, bo przez resztę było, owszem, uroczo, owszem, dobrze, ale bez zaskoczenia innego niż to, że książka takiego autora z takiego okresu może być tak lekka.
Dała mi trochę wyobrażenia, dała mi trochę zdziwień i dała dużo przyjemności. Bawiła mnie. I chyba utkwi mi w głowie.
pia
PS Tak mało czasu, tak mało słów...
I chociaż rozpłakałam się na koniec, to tylko na koniec, bo przez resztę było, owszem, uroczo, owszem, dobrze, ale bez zaskoczenia innego niż to, że książka takiego autora z takiego okresu może być tak lekka.
Dała mi trochę wyobrażenia, dała mi trochę zdziwień i dała dużo przyjemności. Bawiła mnie. I chyba utkwi mi w głowie.
pia
PS Tak mało czasu, tak mało słów...
sobota, 2 lutego 2013
Podsumowanie stycznia, rozpoczęcie lutego.
W styczniu zaprzyjaźnialiśmy się z książką Thomasa Hardy'ego "Tess d'Urberville" (swoją drogą książka uwielbiana przez bohaterkę niezwykle popularnych ostatnio "Pięćdziesięciu twarzy Greya"). Nie wiem, czy problem tkwi w braku czasu i nastroju na tę książkę, czy może w znudzeniu nią, jednak - niestety - w tym miesiącu nikt nie podołał wyzwaniu.
Choć wiem, że jesteśmy w trakcie. I wierzę, że wkrótce to nadrobimy.
Za to z radością oznajmiam, że Sumire nadrobiła recenzję "Wielkiego Gatsby'ego" i zapraszam do jej przeczytania.
W lutym zaś czeka nas "Dama Kameliowa" Aleksandra Dumasa. Życzę przyjemnej lektury!
Choć wiem, że jesteśmy w trakcie. I wierzę, że wkrótce to nadrobimy.
Za to z radością oznajmiam, że Sumire nadrobiła recenzję "Wielkiego Gatsby'ego" i zapraszam do jej przeczytania.
W lutym zaś czeka nas "Dama Kameliowa" Aleksandra Dumasa. Życzę przyjemnej lektury!
czwartek, 31 stycznia 2013
Sumire: F. Scott Fitzgerald Wielki Gatsby
![]() |
| okładka pierwszego wydania powieści. |
Przyznam, że nie przepadam za
literaturą amerykańską, wolę trzymać się naszej strony
Atlantyku. Jedyną powieścią, jaką do tej pory przeczytałam i
polubiłam, był Wiek Niewinności Edith Wharton. Miałam nadzieję,
że Gatsby mnie zachwyci, sprawi, że zmienię zdanie. Ostatecznie,
książka jest określana mianem „The American Novel”.
Niestety, Wielki Gatsby zawiódł.
Czytając, miałam wrażenie, że
oglądam średnio interesujący film obyczajowy. Bohaterowie snują
się od przyjęcia do przyjęcia, wiadomo, że gdzieś tam czai się
dramat, a jeden z bohaterów jest tajemniczy aż strach. Jeśli
pojawia się dziecko, będzie rozpuszczonym bachorem. Przyznam, że
kilka razy kartkowałam, nie czytałam, znudzona brakiem akcji.
Bohaterowie byli... płytcy. Nie
polubiłam nikogo, ani Carrawaya, ani Gatsby'ego, Daisy uważam zaś
za głupią gęś. Po naszpikowanych bon motami dialogach w Portrecie
rozmowy w Wielkim Gatsby'm nużyły. Miałam wrażenie, że
bohaterowie zamiast żyć, odgrywają sceny z życia pięknych
młodych i bogatych.
Czy żałuję, że przeczytałam? I
tak, i nie. Nie, bo im więcej czytam, tym lepiej wiem co mi
odpowiada a co nie. Mówić, że się nie lubi powieści
amerykańskich nie czytając ich, to jak mówić, że się nie lubi
owoców morza nie spróbowawszy ich w dobrej restauracji. Żałuję
natomiast, że nie czytałam tej książki w szkole, gdzie mogłabym
odkryć wszystkie smaczki i warstwy powieści. Kilka cenionych przeze
mnie recenzentów z yt zarzekało się, że Gatsby to wspaniała
głęboka powieść
środa, 2 stycznia 2013
Podsumowanie grudnia, rozpoczęcie stycznia.
Za nami już drugi miesiąc Wyzwania. Dziś będzie krótko, bez analizy, co było w książce na tak, a co na nie.
W Wyzwaniu wciąż bierze udział siedem osób, recenzje pojawiły się cztery:
Agata P
Alina
Gia
Pia
Z wiadomości, jakie do mnie dotarły, wynika, że Kasia oraz Sumire (Annathea) także przeczytały książkę. Sumire obiecuje wkrótce napisać recenzję, na którą oczywiście z napięciem czekamy.
Mam nadzieję, że do Wyzwania ktoś się jeszcze dołączy i poszerzy punkt widzenia na czytane przez nas książki.
W tym miesiącu króluje "Tess d'Urberville" Thomasa Hardy'ego. Mam nadzieję, iż mimo niezbyt optymistycznej treści okaże się ona smakowitą lekturą.
Przyjemnej lektury!
W Wyzwaniu wciąż bierze udział siedem osób, recenzje pojawiły się cztery:
Agata P
Alina
Gia
Pia
Z wiadomości, jakie do mnie dotarły, wynika, że Kasia oraz Sumire (Annathea) także przeczytały książkę. Sumire obiecuje wkrótce napisać recenzję, na którą oczywiście z napięciem czekamy.
Mam nadzieję, że do Wyzwania ktoś się jeszcze dołączy i poszerzy punkt widzenia na czytane przez nas książki.
W tym miesiącu króluje "Tess d'Urberville" Thomasa Hardy'ego. Mam nadzieję, iż mimo niezbyt optymistycznej treści okaże się ona smakowitą lekturą.
Przyjemnej lektury!
niedziela, 30 grudnia 2012
Gia Stembeck: "Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald
Jay Gatsby, tajemniczy bogacz, który co wieczór wyprawia w swoim gigantycznym domu przyjęcia. Przychodzą na nie wszyscy, zarówno zapraszani jak i przypadkowi imprezowicze. Nick sprowadza się do domku obok i zaintrygowany obserwuje życie toczące się u sąsiada. W między czasie odnawia znajomość ze swoją kuzynką Daisy i jej mężem.
„Wielki Gatsby”. Książka, która zapisała się w historii
jako jedna z ważniejszych książek. Zyskała rozgłos i pozycję, której ja
osobiście zupełnie nie rozumiem. Za życia Fitzgeralda nie była jakoś bardzo
popularna, dopiero później, po jego śmierci została lepiej przyjęta. Nieważne,
że nigdy nie wiedziałam o czym ta książka jest. Od lat słyszałam „Wielki Gatsby”.
Spodziewałam się czegoś wielkiego, kultowego, niesamowicie dobrego. A to taka
książeczunia na ledwie dwieście stron, którą dobrze się czyta i tyle. Może jej „wielkość”
tkwi w tym, że poniekąd jest o niczym, a jednak czytelnik się nie nudzi. Nie
wiem. Wiem, że świat wykreowany przez Fitzgeralda odebrałam niczym skorupkę,
której brakuje wypełnienia. Tajemniczy Gatsby ani trochę nie jest tajemniczy. Jest
to tajemnica kreowana na siłę. Narrator, Nick, w ogóle niemalże o sobie nie
mówi. Jest tylko obserwatorem. Kobiece bohaterki są jakieś takie… Brakowało mi
głębi w każdej z postaci. Znamy ich powierzchowne cechy charakteru, niczym
zaledwie szkice. „Wielki Gatsby” to taka opowiastka. Autor miał pomysł, ochotę,
to napisał. Ale brakowało mi tu wiele. Nie to, że książka się nie podobała. Ale
brak dopracowania był mocno odczuwalny. Może dlatego ta powieść jest tak
chętnie ekranizowana. Szkice bohaterów pozwalają reżyserowi i aktorom na własne
interpretacje i stworzenie własnego dzieła.
Miałam wydanie z Wydawnictwa Artystycznego i Filmowego ze
zdjęciami z ekranizacji z 1974. Przyznam, że zdjęcia wydawały mi się o wiele bardziej
frapujące niż treść. Film mam w planach, tak samo jak najnowszą wersję, która
wyjdzie na ekrany kin w 2013 roku. Myślę, że w formie filmu znacznie bardziej
mi się spodoba. Bo na razie książka wzbudzała tylko irytację – jak ją opisać,
skoro wydała mi się pusta?
środa, 26 grudnia 2012
Agata P: "Wielki Gatsby" Francis Scott Fitzgerald
"Wielki Gatsby" jest jedną z najbardziej znanych powieści XX wieku, czytaną jako lektura w amerykańskich liceach i wielokrotnie ekranizowaną. Jest to jedna z tych książek, którą chciałam przeczytać od zawsze.
Narratorem powieści jest Nick Carraway, młody mężczyzna, który przeprowadza się z Zachodu na Wschód USA do Nowego Jorku w 1922 roku. Wynajmuje dom w West Egg na Long Island, tuż obok tajemniczego bogacza Jaya Gatsbyego. Historia zaczyna się, gdy Nick odwiedza swoją daleką kuzynkę Daisy Buchanan i jej męża Toma, z którym znał się ze studiów na Yale, mieszkających w bardziej luksusowej okolicy - East Egg. Tam spotyka piękną Jordan Baker grającą profesjonalnie w golfa, z którą połączy go uczucie. Po pewnym czasie Nick otrzymuje zaproszenia na jedno ze słynnych przyjęć w rezydencji Gatsbyego. Między mężczyznami tworzy się nić sympatii.
"Wielki Gatsby" nie jest książką z szaloną akcją - wręcz przeciwnie - przez lwią jej część dzieje się niewiele. Bohaterowie snują się z przyjęcia na przyjęcie, a wszystko zmierza ku doskonale wyczuwalnej wielkiej katastrofie. Powieść Fitzgeralda rozprawia się z "amerykańskim snem". Pokazuje lata 20 XX wieku - okres prosperity jako czas rozkładu moralnego i społecznego. Bohaterowie powieści to w większości zepsuci bogacze - chciwi i cyniczni. Gatsby wierzy, że jego bogactwo pozwoli mu pozyskać utraconą przed laty miłość Daisy. Jednak różnica statusów społecznych i jej głęboko materialstyczny sposób życia uniemożliwia ich związek i tak na kawałki rozsypuje się amerykański sen bohatera.
Fitzgerald wykreował ciekawe postaci, z których jednak główny bohater - tajemniczy Gatsby był dla mnie najmniej interesujący.Nick Carraway nie był typowym bohaterem, a raczej obserwatorem i komentatorem. Intrygującymi postaciami było dekadenckie małżeństwo Buchananów, cyniczna Jordan i kochanka Toma - Myrtle.
"Wielki Gatsby" nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak początkowo sądziłam. Nie porwał mnie blichtr przyjęć i gorzkie zakończenie, jakie zaserwował czytelnikom autor, ale widzę wartość tej książki. Mimo wszystko czuję się lekko zawiedziona.
Narratorem powieści jest Nick Carraway, młody mężczyzna, który przeprowadza się z Zachodu na Wschód USA do Nowego Jorku w 1922 roku. Wynajmuje dom w West Egg na Long Island, tuż obok tajemniczego bogacza Jaya Gatsbyego. Historia zaczyna się, gdy Nick odwiedza swoją daleką kuzynkę Daisy Buchanan i jej męża Toma, z którym znał się ze studiów na Yale, mieszkających w bardziej luksusowej okolicy - East Egg. Tam spotyka piękną Jordan Baker grającą profesjonalnie w golfa, z którą połączy go uczucie. Po pewnym czasie Nick otrzymuje zaproszenia na jedno ze słynnych przyjęć w rezydencji Gatsbyego. Między mężczyznami tworzy się nić sympatii. "Wielki Gatsby" nie jest książką z szaloną akcją - wręcz przeciwnie - przez lwią jej część dzieje się niewiele. Bohaterowie snują się z przyjęcia na przyjęcie, a wszystko zmierza ku doskonale wyczuwalnej wielkiej katastrofie. Powieść Fitzgeralda rozprawia się z "amerykańskim snem". Pokazuje lata 20 XX wieku - okres prosperity jako czas rozkładu moralnego i społecznego. Bohaterowie powieści to w większości zepsuci bogacze - chciwi i cyniczni. Gatsby wierzy, że jego bogactwo pozwoli mu pozyskać utraconą przed laty miłość Daisy. Jednak różnica statusów społecznych i jej głęboko materialstyczny sposób życia uniemożliwia ich związek i tak na kawałki rozsypuje się amerykański sen bohatera.
Fitzgerald wykreował ciekawe postaci, z których jednak główny bohater - tajemniczy Gatsby był dla mnie najmniej interesujący.Nick Carraway nie był typowym bohaterem, a raczej obserwatorem i komentatorem. Intrygującymi postaciami było dekadenckie małżeństwo Buchananów, cyniczna Jordan i kochanka Toma - Myrtle.
"Wielki Gatsby" nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak początkowo sądziłam. Nie porwał mnie blichtr przyjęć i gorzkie zakończenie, jakie zaserwował czytelnikom autor, ale widzę wartość tej książki. Mimo wszystko czuję się lekko zawiedziona.
piątek, 21 grudnia 2012
Alina: "Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald
Klasykę warto czytać chociażby dlatego, by przekonać się,
jak słabe ma się o niej pojęcie. Z początku „Wielki Gatsby” zapowiadał się jako
historia o człowieku wielkim właśnie, fascynującym i będącym kimś całkowicie
niezwykłym. I już na początku muszę przyznać, że dlaczego Gatsby został nazwany
wielkim, wciąż się nie dowiedziałam. W ten oto sposób poznałam się jednak z
Fitzgeraldem, co zdecydowanie można zaliczyć jako pozytyw.
„Wielki Gatsby” jest książką niewielkich rozmiarów (moje
wydanie jest dodatkowo wzbogacone o zdjęcia z ekranizacji historii z Mią Farrow i
Robertem Redfordem), która nie posiada tak naprawdę fabuły. Patrząc na nią z
filmowej perspektywy – grupa ludzi snuje się po planie i próbuje rozgryźć, kim
jest Jay Gatsby. Ledwie cztery miejsca akcji, dwóch głównych bohaterów, trzy
postacie drugoplanowe i dwie trzecio. Reszta to epizodyści i statyści. Przepych
przyjęć z lat dwudziestych i ich wewnętrzna pustka. Ciężko wyodrębnić w tej
książce jakąś konkretną akcję, jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy i wciągnąć się w
intrygi, gdyż tych nie ma – oprócz tajemnicy Gatsby’ego. Jednak czy można ją
tak nazwać?
F. Scott Fitzgerald stworzył ciekawy portret psychologiczny
– nie tyle tytułowej postaci, co instytucji małżeństwa, miłości oraz poniekąd
socjety. Każda z istotnych postaci pochodziła z Zachodu Stanów Zjednoczonych,
ale osiedlili się – przynajmniej na czas trwania powieści – na Wschodzie, gdzie
wciąż w sobie czuli się trochę zbyt zaściankowi. Narrator – Nick – jest w
dodatku jedynym z nich, który nie jest bogaty, choć sam siebie określa już na
samym początku jako snobistycznego. Kolejny jest Tom i jego żona, Daisy, którzy
choć mają pieniądze, mają siebie, nie potrafią być szczęśliwi ze sobą, ale bez
siebie także nie. Są zdecydowanie bardzo intrygującą parą, co widać już od
pierwszego spotkania z nimi. Następna jest Jordan Baker, golfistka, która w
jakiś sposób gra tło dla całej historii, choć próbuje wysunąć się na pierwszy
plan. Jako pojedyncza postać stała się moją ulubioną. I na końcu Gatsby –
postać poniekąd pełna zagadek, ale gdy przychodzi do rozwiązania, okazują się
one niczym w porównaniu ze stosunkami panującymi między bohaterami.
Wróćmy do moich własnych odczuć – tak naprawdę nie polubiłam
ani Nicka, ani Gatsby’ego. Ten ostatni wydał mi się zbyt bezbarwny, a Nick,
który mówi: „Każdy przypisuje sobie przynajmniej jedną z głównych cnót, a oto
moja: należę do niewielu uczciwych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem.” (str.
66) ostatecznie może nie okazuje się krystalicznie czysty, bądź jawnie
nieuczciwy, jednak pozostawia pytania bez odpowiedzi, które dotyczą jego
intencji. Staje się helisą, dookoła której kręci się cała fabuła (która, jak już
wspomniałam, nie istnieje), łącznie z głównym bohaterem.
Książka na swój sposób mnie zachwyciła. Na pewno nadaje się
do leniwego czytania przy herbacie i serniku, gdy potrafimy się skupić bez
współudziału książki. Ostatnio jednym z moich ulubionych słów w odniesieniu do
książek z wyższej półki jest „przewrotny” i „Wielki Gatsby” zdecydowanie
zasługuje na to miano. Nie spodziewałam się, że książka, w której prawie nic
się nie dzieje, może mnie tak wciągnąć i sprawić, że będę mieć o niej tak dobre
zdanie. W końcu bohaterowie nie zawsze muszą wzbudzać moją sympatię, nie musi
być fabuły, język może być jedynie bardzo dobry, ale książka ma w sobie coś
nieokreślonego. Tę przeczytałabym bez wątpienia jeszcze raz. I zrobię to. Może
wtedy znajdę odpowiedzi na moje pytania. Pytania, które zrodziły się w trakcie;
odpowiedzi, których jeszcze nie dostałam.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
pia: "Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald
Jeżeli chodzi o dopasowanie, to polega ono z grubsza na posiadaniu tych samych problemów. Nick i ja mielibyśmy duże szanse na udane małżeństwo. Wpadłam już na pierwszej stronie, odnalazłam się w jego przyciąganiu różnych stron, w działaniach i tej trochę biernej dobroci.
Dobrze poczułam się też z formą, bo chociaż dwustustronowe, to jednak opowiadanie. Nie tylko z powodu sytuacji (pociąg relacji Wrocław - Kraków) przeczytałam jednym tchem, po prostu nie było kiedy odłożyć. Wciąż czytać i czytać, naprawdę być na Long Island, rozdziały nie mają żadnego znaczenia. Czytać. I nawet kiedy tylko chciałam złapać oddech, ręka zaczynała od razu świerzbić, a wzrok uciekać w stronę Gatsby'ego.
Ma też jedną z kluczowych zalet opowiadania - nie dłuży się ani trochę. Jest zwarta, jest wartka, jest aż dożylna. Aplikacja prosto do mózgu, do serca, do duszy. A bohaterowie - osobowości nie rażą w oczy, chociaż są wyraźne.
I jak w opowiadaniu - nie widzę wielu den. Ale to dobrze. Klasyka całkowicie dostępna.
pia
sobota, 15 grudnia 2012
Zmiana w liście lektur.
Pia wyraziła prośbę, by zamienić "Annę Kareninę" z "Damą Kameliową" z powodu sesji w lutym. Ja zdołałam o tej drobnej studenckiej niedogodności zapomnieć, ale po konsultacji z Gią lektury uległy zamianie. Dlatego też lista lektur prezentuje się odrobinę inaczej niż to miało miejsce.
Listopad: Portret Doriana Graya - Oscar Wilde (1890)
Grudzień: Wielki Gatsby - F. Scott Fitzgerald (1925)
Styczeń: Tess d'Urberville - Thomas Hardy (1891)
Luty: Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (1848)
Marzec: Czuła jest noc - F. Scott Fitzgerald (1934)
Kwiecień: Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze - Edgar Allan Poe (pierwsza połowa XIX wieku)
Maj: David Copperfield - Charles Dickens (1850)
Czerwiec: Antoniusz i Kleopatra - William Szekspir (1607)
Lipiec: Anna Karenina - Lew Tołstoj (1877)
Sierpień: Szkarłatna litera - Nathaniel Hawthorne (1850)
Wrzesień: Kochanek lady Chatterley - D. H. Lawrence (1928)
Październik: Pani Dalloway - Virginia Woolf (1925)
Listopad: Greta Minde - Theodor Fontane (1879)
W tym miesiącu czytamy "Wielkiego Gatsby'ego". Jak Wam idzie lektura?
Grudzień: Wielki Gatsby - F. Scott Fitzgerald (1925)
Styczeń: Tess d'Urberville - Thomas Hardy (1891)
Luty: Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (1848)
Marzec: Czuła jest noc - F. Scott Fitzgerald (1934)
Kwiecień: Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze - Edgar Allan Poe (pierwsza połowa XIX wieku)
Maj: David Copperfield - Charles Dickens (1850)
Czerwiec: Antoniusz i Kleopatra - William Szekspir (1607)
Lipiec: Anna Karenina - Lew Tołstoj (1877)
Sierpień: Szkarłatna litera - Nathaniel Hawthorne (1850)
Wrzesień: Kochanek lady Chatterley - D. H. Lawrence (1928)
Październik: Pani Dalloway - Virginia Woolf (1925)
Listopad: Greta Minde - Theodor Fontane (1879)
W tym miesiącu czytamy "Wielkiego Gatsby'ego". Jak Wam idzie lektura?
sobota, 1 grudnia 2012
Podsumowanie listopada, rozpoczęcie grudnia.
W ten oto sposób dobiegł pierwszy miesiąc naszego Wyzwania. Wraz z Gią serdecznie dziękujemy za wzięcie udziału w Wyzwaniu. Dla nas jest to dopiero początek. Dla Was także. Przed nami kolejne miesiące, a teraz grudzień i nowa lektura, ale o tym za chwilę.
Na siedem zgłoszeń do Wyzwania mamy pięć recenzji. Frekwencja nie jest doskonała, ale i tak bardzo dobra. Trzy z nich nadeszły wczoraj, czyli w ostatni dzień listopada. Oto linki do recenzji:
Agata P
Alina
Annathea (Sumire)
Gia Stembeck
Pia
Wspaniałe jest to, że możemy zebrać w jednym czasie i miejscu kilka recenzji tej samej książki. Są w nich pewne podobieństwa w odbiorze (np. odbieranie Henry'ego - Harry'ego - jako diabła, czy też uznanie całej historii Doriana jako tła do dyskusji na inne tematy), ale także znaczące różnice.
Dziękujemy Wam za to, że współuczestniczycie w tej przygodzie. Mam nadzieję, że pojawią się inni zainteresowani Wyzwaniem, a nasza literacka podróż się rozwinie jeszcze bardziej.
Tymczasem zapraszam do naszej grudniowej lektury, jaką jest "Wielki Gatsby" F. S. Fitzgeralda - to jedna z dwóch powieści autora, które goszczą w naszym Wyzwaniu.
Życzymy przyjemnej lektury!
Na siedem zgłoszeń do Wyzwania mamy pięć recenzji. Frekwencja nie jest doskonała, ale i tak bardzo dobra. Trzy z nich nadeszły wczoraj, czyli w ostatni dzień listopada. Oto linki do recenzji:
Agata P
Alina
Annathea (Sumire)
Gia Stembeck
Pia
Wspaniałe jest to, że możemy zebrać w jednym czasie i miejscu kilka recenzji tej samej książki. Są w nich pewne podobieństwa w odbiorze (np. odbieranie Henry'ego - Harry'ego - jako diabła, czy też uznanie całej historii Doriana jako tła do dyskusji na inne tematy), ale także znaczące różnice.
Dziękujemy Wam za to, że współuczestniczycie w tej przygodzie. Mam nadzieję, że pojawią się inni zainteresowani Wyzwaniem, a nasza literacka podróż się rozwinie jeszcze bardziej.
Tymczasem zapraszam do naszej grudniowej lektury, jaką jest "Wielki Gatsby" F. S. Fitzgeralda - to jedna z dwóch powieści autora, które goszczą w naszym Wyzwaniu.
Życzymy przyjemnej lektury!
piątek, 30 listopada 2012
Annathea: Portret Doriana Grey'a -Oscar Wilde
![]() |
| Ten Dorian Grey, mimo że nie przypomina książkowego pierowzroru. został chyba jednogłośnie wybrany najlepszym przedstawieniem bohatera ;) |
Portret Doriana Grey'a to jedna z
najważniejszych książek mojej wczesnej młodości. Sprawiła, że
zakochałam się w pisarstwie Oscara Wilde'a, dzięki niej odkryłam
zarówno baśnie jak i sztuki i poezję (niezbyt dobrą, swoją
drogą. Jedynie Ballada o więzieniu w Reading wyróżnia się, ale
jak! Zachęcam do przeczytania. Resztę wierszy Wilde'a można sobie spokojnie darować).
Tę książkę można czytać na tyle
różnych sposobów, a każda lektura zwraca uwagę na coś innego.
Mamy tu wątki homoerotyczne, mamy Basila i Harry'ego walczących o
dusze młodego Doriana niczym anioł i diabeł. Można ją też
czytać jako komentarz do platońskiej zasady, że piękno i dobre
zawsze współistnieją. Jest też słynny wstęp-manifest Wilde'a,
który głosi że moralność nie jest kategorią estetyczną.
Przewrotne biorąc pod uwagę, że Portret jest poświęcony głównie
dobru i pięknu. Mamy też morderstwo i winę, może nie w stylu
Dostojewskiego, ale zajmują kawałek powieści.
Przewrotność to słowo najlepiej
charakteryzujące tę powieść. Jest ona niemal moralitetem, ale
opowiedzianym tak, że zło jest w niej atrakcyjne. Lord Harry Wotton
kusi i manipuluje jak rasowy diabeł, ale jednocześnie jest
przyjacielem Basila. Życie Doriana kręci się wokół piękna i
kobiet, ale widać, że najpoważniejsze więzi łączą go z
Harry'ym.
Czy książka ma wady? Być
może, nie umiem jednak być obiektywna. Fabuła nie jest
najmocniejszą stroną książki, za to dialogi i proza- już tak!
Czasem otwieram książkę na chybił-trafił i czytam kilka stron,
by nacieszyć się językiem.To nadal styl z XIX wieku, więc na
początku może być ciężko, ale warto zaryzykować. Bohaterowie,
mimo że za ich pomocą autor stara się udowodnić pewne tezy, są
ciekawi i pełnokrwiści.
Zapaleni fani Wilde'a mogą być nieco
rozczarowani powtórzeniami, niektóre z najlepszych cytatów Oscar
użył wcześniej w swoich sztukach.
Czy polecam? Oczywiście! Obowiązkowo!
Agata P: "Portret Doriana Graya" Oscar Wilde
"Portret Doriana Graya" to powieść znanego i kontrowersyjnego XIX-wiecznego irlandzkiego literata. Pierwsza edycja działa Wilde'a ukazała się w 1890 roku na łamach Lippincott’s Magazine. Pełna wersja książki ukazała się w 1891 roku i nie została przyjęta dobrze, krytycy zarzucili jej amoralność. Zaczynając czytać Doriana Graya miałam niewielkie pojęcie o czym traktuje powieść, a jej fabułę znałam jedynie w zarysie. Choć jest to bardzo popularna książka moja wiedza na jej temat była niewielka, ale dzięki temu miałam większą przyjemność z jej czytania.
Młody arystokrata Dorian Gray poznaje malarza Bazylego Hallawarda, który zafascynowany jego urodą maluje jego portret. Podczas jednej z sesji malowania Hallawarda odwiedza dobry przyjaciel - cyniczny lord Henryk (Harry) Wotton. Przemowa Harrego o nieuchronnym przemijaniu młodości i piękna denerwuje Doriana, gdyż uświadamia sobie on, że jego najbardziej imponujące cechy pewnego dnia bezpowrotnie przeminą. Chłopak przeklina swój portret, który kiedyś będzie przypominał mu o utraconym pięknie i młodości. Wypowiada też znamienne w skutkach słowa:
Jakie smutne! Ja się zestarzeję i będę brzydkim i odpychającym. Ale portret ten na zawsze pozostanie młody. Nigdy nie będzie starszy niż w dzisiejszym, czerwcowym dniu. Gdybyż mogło być przeciwnie! Gdybym ja wiecznie pozostał młody, a obraz się starzał! Wszystko bym za to oddał, wszystko! Tak nie ma nic na świecie, czego bym za to nie oddał. Poświęciłbym własną duszę!*
Dorian Gray zaprzedaje swoją duszę, by wiecznie pozostać młodym i pięknym. Zaprzyjaźnia się z Harrym Wottonem i wiedzie rozpustne życie, ale każdy jego występny czyn uwidacznia się na portrecie, który staje się ohydną, groteskową maską.
Książkę Wilde można odczytać na wielu poziomach. Traktuje ona o nadrzędności młodości i piękna, sztuce rozumianej jako wartość sama w sobie i negatywnych konsekwencjach wpływu na innych ludzi. Historia Doriana jest tak naprawdę pretekstem do zaprezentowania przez Wilde'a swoich poglądów.
"Portret Doriana Graya" czytałam z wielkim zainteresowaniem i w wielkim skupieniu. Nie jest do lektura, którą można czytać w komunikacji miejskiej. Wymaga ciszy, spokoju, skupienia i czasu na przemyślenie. Dlatego też czytałam ją dość długo, a w międzyczasie pochłaniałam inne książki. "Portretem" się delektowałam, choć nie jest to lektura łatwa. Co zaskakujące, mimo upływu lat nadal odnosi się do naszych czasów, gdzie panuje kult piękna i młodości. Jego stała aktualność i piękny język jakim jest napisany sprawia, że sięgają po nią kolejne pokolenia ludzi.
* Oscar Wilde "Portret Doriana Graya" Wydawnictwo Zielona Sowa, 2009 str. 23
Młody arystokrata Dorian Gray poznaje malarza Bazylego Hallawarda, który zafascynowany jego urodą maluje jego portret. Podczas jednej z sesji malowania Hallawarda odwiedza dobry przyjaciel - cyniczny lord Henryk (Harry) Wotton. Przemowa Harrego o nieuchronnym przemijaniu młodości i piękna denerwuje Doriana, gdyż uświadamia sobie on, że jego najbardziej imponujące cechy pewnego dnia bezpowrotnie przeminą. Chłopak przeklina swój portret, który kiedyś będzie przypominał mu o utraconym pięknie i młodości. Wypowiada też znamienne w skutkach słowa: Jakie smutne! Ja się zestarzeję i będę brzydkim i odpychającym. Ale portret ten na zawsze pozostanie młody. Nigdy nie będzie starszy niż w dzisiejszym, czerwcowym dniu. Gdybyż mogło być przeciwnie! Gdybym ja wiecznie pozostał młody, a obraz się starzał! Wszystko bym za to oddał, wszystko! Tak nie ma nic na świecie, czego bym za to nie oddał. Poświęciłbym własną duszę!*
Dorian Gray zaprzedaje swoją duszę, by wiecznie pozostać młodym i pięknym. Zaprzyjaźnia się z Harrym Wottonem i wiedzie rozpustne życie, ale każdy jego występny czyn uwidacznia się na portrecie, który staje się ohydną, groteskową maską.
Książkę Wilde można odczytać na wielu poziomach. Traktuje ona o nadrzędności młodości i piękna, sztuce rozumianej jako wartość sama w sobie i negatywnych konsekwencjach wpływu na innych ludzi. Historia Doriana jest tak naprawdę pretekstem do zaprezentowania przez Wilde'a swoich poglądów.
"Portret Doriana Graya" czytałam z wielkim zainteresowaniem i w wielkim skupieniu. Nie jest do lektura, którą można czytać w komunikacji miejskiej. Wymaga ciszy, spokoju, skupienia i czasu na przemyślenie. Dlatego też czytałam ją dość długo, a w międzyczasie pochłaniałam inne książki. "Portretem" się delektowałam, choć nie jest to lektura łatwa. Co zaskakujące, mimo upływu lat nadal odnosi się do naszych czasów, gdzie panuje kult piękna i młodości. Jego stała aktualność i piękny język jakim jest napisany sprawia, że sięgają po nią kolejne pokolenia ludzi.
* Oscar Wilde "Portret Doriana Graya" Wydawnictwo Zielona Sowa, 2009 str. 23
pia: "Portret Doriana Graya" - Oscar Wilde
Zanim zaczęłam, miałam w głowie tylko „Dorian Gray, Dorian Gray, Dorian Gray”, bo nic więcej do mnie nie dotarło. Potem usłyszałam, że książka jest słaba. A potem przekonałam się, że to bzdura, bo to jest prawdziwy Oscar Wilde.
Jest bardzo męski i po męsku uroczy, zachwyca językiem jak w „Bajkach”, chociaż nie o język tu chodzi. Bawi się i żartuje, z siebie przede wszystkim. Rozkochuje mimochodem.
Nie jestem w stanie zrozumieć, w jaki sposób. Fabuła jest przez dużą większość książki słaba, a mimo to za każdym razem odwlekałam sen, bo jeszcze jeden i jeszcze jeden rozdział. Serce zabiło mi mocniej dwa razy, a i tak nie mogłam się oderwać. Zaczarował albo zaklął.
Cudownie wymalował Henry’ego Wottona, chłopca moich marzeń. Włożył mu w usta słowa, które najpierw chciałam wynotować co do jednego, a potem co do jednego wyśmiać. Dał mi trochę więcej dystansu.
I byłoby to już na poziomie spiskowej teorii dziejów, ale jestem w stanie uwierzyć, że celowo nic tam nie jest na amen. Nie rozkochał na amen, na amen nie przykuł, jeśli odłożyłam na dwa dni, to nie snułam się po kątach ani nie szukałam Doriana wzrokiem (żeby się na powrót zakochać przy pierwszym spotkaniu). Głęboko wierzę w jego geniusz albo czarnoksięstwo. W urok.
I po tym wszystkim – nie twierdzę, że trzeba. Ale warto.
Jest bardzo męski i po męsku uroczy, zachwyca językiem jak w „Bajkach”, chociaż nie o język tu chodzi. Bawi się i żartuje, z siebie przede wszystkim. Rozkochuje mimochodem.
Nie jestem w stanie zrozumieć, w jaki sposób. Fabuła jest przez dużą większość książki słaba, a mimo to za każdym razem odwlekałam sen, bo jeszcze jeden i jeszcze jeden rozdział. Serce zabiło mi mocniej dwa razy, a i tak nie mogłam się oderwać. Zaczarował albo zaklął.
Cudownie wymalował Henry’ego Wottona, chłopca moich marzeń. Włożył mu w usta słowa, które najpierw chciałam wynotować co do jednego, a potem co do jednego wyśmiać. Dał mi trochę więcej dystansu.
I byłoby to już na poziomie spiskowej teorii dziejów, ale jestem w stanie uwierzyć, że celowo nic tam nie jest na amen. Nie rozkochał na amen, na amen nie przykuł, jeśli odłożyłam na dwa dni, to nie snułam się po kątach ani nie szukałam Doriana wzrokiem (żeby się na powrót zakochać przy pierwszym spotkaniu). Głęboko wierzę w jego geniusz albo czarnoksięstwo. W urok.
I po tym wszystkim – nie twierdzę, że trzeba. Ale warto.
pia
niedziela, 25 listopada 2012
Gia Stembeck: "Portret Doriana Graya" - Oscar Wilde
Dorian Gray. Nazwisko znane wszystkim, chociażby tylko ze
słyszenia. Może trudno uwierzyć, że wciąż istnieją osoby, które ani z filmem,
ani z książką nie miały do czynienia. Ja do niedawna do tych osób należałam.
Film czekał odkąd wyszedł na ekrany kin, czyli od 2009 roku, jednak
powiedziałam sobie, że nie obejrzę go, dopóki nie przeczytam książki, na
podstawie której powstał. I bardzo dobrze zrobiłam. Recenzja może być nieco
mieszana, ponieważ właśnie jestem po seansie filmu i chyba będę trochę przeplatała
wrażenia z obu gatunków sztuki.
Szybciutko na wstępie – Dorian Gray, młody człowiek,
który poznaje lorda Harry’ego Wottona i przez niego nie tylko zakochuje się we
własnym portrecie, ale również powoli acz skutecznie zabija własne sumienie i
duszę, które według Harry’ego nie istnieją. Za pomocą nie wiadomo jakiej magii,
Dorian na zawsze pozostaje młody, a wszystko, czego doświadcza odbija się na
twarzy Doriana z portretu. Twarzy coraz brzydszej, starszej i coraz bardziej
potwornej od występków, które Dorian popełnia.
„Dorian Gray” to powieść typowo gotycka. Mamy dylematy
moralne, straszną zbrodnię, bohatera czarnego i białego (tu oba w postaci
Doriana, choć również w postaciach i Doriana (biały) i Harry’ego (czarny)) oraz
atmosferę grozy (portret). Jest to powieść niezwykle intrygująca, acz szału nie
ma, jak powiedziałam do przyjaciółki. Intrygująca, ponieważ jest dla mnie
niesamowite, że człowiek żyjący całe stulecie i kawałek temu napisał coś tak
adekwatnego do czasów współczesnych. Być może nie powinno to być intrygujące, a
przerażające, że jako ludzkość nie poczyniliśmy żadnego postępu w rozwoju, niemniej
jednak jest czymś fascynującym, czytać coś pochodzącego z epoki poprzedniej, a
jakby opisującego obecną. W „Dorianie” nie ma zbyt wiele akcji, więcej tu
cynicznych i „moralizujących inaczej” wywodów Harry’ego, który jest istnym
ucieleśnieniem diabła. Zwiódł na pokuszenie młodego, niewinnego Doriana,
sprawił, że zaprzedał on swoją duszę, a potem jeszcze utwierdzał i towarzyszył
na ścieżce grzechu. Z niektórymi stwierdzeniami Harryego jak najbardziej się
zgadzam, a inne są tak cyniczne lub puste, że istotnie trzeba być bez duszy,
aby wyznawać owe stwierdzenia, inaczej się nie da. Uważam, że nawet zbrodniarz
nie zgadzałby się ze wszystkim, bo i taki człowiek coś tam w sobie ma. Część z
kolei była tak wydumana, jakby Harry sam nie słuchał tego, co mówi, lub prawił
to tylko po to by zobaczyć zgorszenie w oczach słuchaczy, samemu całkowicie
niczym się nie przejmując. Niestety młody Dorian naiwnie wierzy w każde słowo i
stara się żyć według „wskazówek” Harry’ego co do joty.
Wydaje mi się, że to właśnie Harry jest głównym
bohaterem, ponieważ to przez niego przemawia sam Oscar Wilde, dając upust swoim
obserwacjom społeczeństwa, gdzie fałsz, zbrodnia, strach, pragnienia,
niewinność, brzydota i piękno mieszają się w jedno, tworząc ludzi, którzy nie
znają samych siebie i nie wiedzą, kogo widzą spoglądając w lustro. Mam osobliwe
wrażenie, że wydając wiele sądów ustami Harry’ego Oscar Wilde śmiał się do
rozpuku wiedząc, jakie zgorszenie i skandal wywoła jego książka. Nie wiem, czy
tak było (po wywołaniu skandalu musiał książkę przerobić, aby została
zaakceptowana przez ogół), ale oczami wyobraźni właśnie tak to widzę.
Powiedziałabym, że Oscar był człowiekiem niezwykle inteligentnym, ze wspaniałym
zmysłem obserwacji i poczuciem humoru. Treść książki niejednokrotnie wywołała na
moich ustach uśmiech, a czasami nawet śmiech, choć nie jestem pewna, czy
reakcja ta powinna mieć miejsce. Książkę czytałam z niejakim dystansem i
właśnie rozbawieniem, być może spowodowanym formą powieści gotyckiej, która
może i wywoływała dreszcze w XIX wieku, ale w XXI już nie bardzo.
Dorian Gray wydał mi się postacią nieco bezbarwną,
momentami egzaltowaną i w sumie tylko pustym naczyniem, w które Harry mógł wlewać
swoje wywody. Zakończenie zaś sprawiło, że wyrwało mi się na głos „jakie to
głupie” i pozostawiło w sobie uczucie niedosytu. Takie… na miejscu Oscara
(gdyby oczywiście jeszcze żył) poprawiłabym tę książkę ponownie, bardziej
zgłębiając postać Doriana i różne drobne niuanse. No, ale wtedy powstałaby
powieść współczesna. Mam wrażenie, że Oscarowi chodziło tylko o pretekst do
przemawiania ustami Harry’ego.
Ponieważ sporo tu mowy o lordzie Wottonie, opowiem o
filmie. Colin Firth genialnie zagrał Harry’ego i od tej pory będę go uważała za
naprawdę świetnego aktora. Grał nawet oczami, z których przedzierały pustka i
cynizm, a tego nie widziałam już dawno. Zmienił się cały, by stać się Harrym.
Niejakim zaś rozczarowaniem był Ben Barnes, ale mam wrażenie, że to nie jego
wina, a… książki. W powieści Dorian jest dość płaski i bezpłciowy i taki był w
filmie, czasami mając tylko przebłyski przemyślnego zła i wtedy Ben grał i wyglądał cudownie. Cały film jest gorszy niż myślałam. Uznałam, że
wygląda jak szkic do ekranizacji, którą mógłby stworzyć Tim Burton (myślicie,
że Johnny Depp nadałby się do roli Harry’ego?), a wtedy powstałoby dzieło
genialne, o ile Tima jeszcze na to stać („Dark Shadows” zdają się świadczyć o
zaniku zdolności pana Burtona, acz każdy ma gorsze momenty). I tyle z mojej
strony, bo rozpisałam się straszliwie.
W podsumowaniu powiem, że „Doriana Gray’a” polecam. Czyta
się szybko, powieść brzmi i wygląda niezwykle współcześnie, a co poniektórzy
mogą uznać za dobry poprawiacz nastroju. Acz to może ze mną jest coś nie tak.
„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde, wyd. W.A.B. 2011,
str. 302
czwartek, 22 listopada 2012
Alina: "Portret Doriana Graya" - Oscar Wilde
Jedno trzeba przyznać Oscarowi Wilde – wie, jak używać słów,
by czytelnik się w nich zatopił. Mglisty Londyn przedziera się do mojego
umysłu, wpija w oczy, a ja ledwo widzę przez tę mleczność. Cóż więc mi
pozostaje? Mogę tylko czuć. I faktycznie, błądzę po części na ślepo przez karty
powieści, co mnie spowalnia. Mgła mnie otacza, skleja i zlepia, ogranicza mi
ruchy, dusi. Gdy się z niej wyrwę, okazuje się, że nie doszłam za daleko. I tak
przez całego Doriana – powoli, żmudnie, ale z jakąś perwersyjną radością. W
głowie tli mi się, że książka spodobałaby mi się bardziej, gdybym nie oglądała
filmu – zrobiłam to chyba dwa lata temu, ale bezczelnie wciskał się on w mój
odbiór literackiej rzeczywistości. I tak zostałam uwięziona w Londynie.
Można by nazwać tę książkę obrazem zepsucia. Ja bym ją
nazwała studium ludzkiej duszy i bezsensownych zasad współdziałania
społeczeństwa. Oczywiście sensowne też są, ale gdyby na nie popatrzeć z
perspektywy Harry’ego – który wydaje się być właściwym bohaterem, towarzyską
perłą – nie mają większego znaczenia. Harry jest takim diabłem, który pojawia
się i wychodzi naprzeciw konwenansom, burzy je i także niszczy niewinność
Doriana, który zbyt ochoczo poddaje się świeżym i nie do końca akceptowalnym
poglądom mężczyzny. Dorian błądzi zatem w tej samej mgle i myśli, że wie, co
robi. Do czasu.
Sama historia wiecznie młodego Graya jest interesująca, ale
na dłuższą metę – która w przypadku tej książki wynosi zaledwie dwieście stron –
nuży. Jest ona zaledwie tłem dla dyskusji o sztuce i ludziach. Sprawia, że ta
historia staje się przewrotna i ostatecznie sprawia, że można się zastanawiać,
czy Harry nie ma racji. Wręcz tego wymaga! Z drugiej jednak strony jego poglądy
czasem aż proszą się, by im zaprzeczyć i on sam zdaje się tego chcieć. Bez
wątpienia jest to intrygujące.
„Portret Doriana Graya” jest wspaniały, choć nie potrafię się
w nim bezkrytycznie zakochać i zatopić. Niewątpliwie byłam zachwycona
notorycznie używanym w polskim wydaniu czasem zaprzeszłym, w historii Doriana i
osobie Harry’ego, jednak całość wypadła gorzej, niż oczekiwałam. Nie porwała
mnie na jeden oddech, czytałam dość długo, momentami znudzona, poniekąd
zmuszona. Ale dajmy książce obronić się samej. Prawdopodobnie przy innej okazji
nie pozwoliłabym powiedzieć na nią złego słowa, jednak to rzecz, która wypowie
się o sobie najlepiej sama:
„To słowo nadaje rzeczom istnienie realne” – Dorian Gray
wbił się zatem realnie w moją głowę i jej nie opuści. Ponieważ zwyczajnie w niej żyje.
„Nie ma książek niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub
źle” – ta jest napisana rewelacyjnie. Ale czy zakończenie nie byłoby lepsze,
gdyby było bardziej dopracowane, a nie zamknięte w zaledwie paru zdaniach?
„Każda sztuka jest bezużyteczna”, mówi. Jednak przecież za
chwilę pojawi się coś, co zaprzeczy całości książki, całemu sensowi mojej
recenzji i zdaje się pasować idealnie. Może sztuka jest bezużyteczna, ale po co w ogóle
o niej mówić? W końcu „określać znaczy ograniczać”.
środa, 31 października 2012
Wyzwanie Listopadowe - wprowadzenie
Pomysł na Wyzwanie powstał z potrzeby serca, by przeczytać książki należące do niejakiego kanonu. Wyzwanie trwa od listopada do listopada i na każdy miesiąc przeznaczona jest jedna książka z podanej niżej listy. Serdecznie zapraszamy do udziału.
Zasady ogólne
1. Raz w miesiącu należy przeczytać przyporządkowaną do niego lekturę.
2. Należy napisać recenzję i opublikować ją na blogu wyzwania do ostatniego dnia miesiąca. Można też to zrobić dodatkowo na blogu osobistym.
3. Wyzwanie kończy się z dniem 30. listopada 2013.
4. Do Wyzwania można przyłączyć się w dowolnym momencie, jednak warunkiem jest, by nadrobić pominięte lektury.
W przypadku posiadania własnego bloga oraz publikacji na nim recenzji podciągniętych pod Wyzwanie, należy pod każdą recenzją umieścić banner Wyzwania wraz z linkiem przekierowującym oraz napisać post o przystąpieniu do niego.
Zasady publikacji recenzji
1. Tytuł posta powinien mieć następującą formę:
3. Wstawienie okładki książki oraz dodatkowych informacji typu liczba stron, wydawnictwo itp. jest nieobowiązkowe.
Osoby zainteresowane proszone są o napisanie maila pod adres:
Wtedy też zostanie wysłane zaproszenie do blogowania na blogu wyzwania. Zgłoszenie jest jednoznaczne z chęcią przestrzegania zasad oraz przeczytania książek przewidzianych w jego ramach. Są one w znacznej większości klasyką literatury i warto je poznać. Dlatego serdecznie zapraszany do wspólnego czytania.
Lista lektur
Zasady ogólne
1. Raz w miesiącu należy przeczytać przyporządkowaną do niego lekturę.
2. Należy napisać recenzję i opublikować ją na blogu wyzwania do ostatniego dnia miesiąca. Można też to zrobić dodatkowo na blogu osobistym.
3. Wyzwanie kończy się z dniem 30. listopada 2013.
4. Do Wyzwania można przyłączyć się w dowolnym momencie, jednak warunkiem jest, by nadrobić pominięte lektury.
W przypadku posiadania własnego bloga oraz publikacji na nim recenzji podciągniętych pod Wyzwanie, należy pod każdą recenzją umieścić banner Wyzwania wraz z linkiem przekierowującym oraz napisać post o przystąpieniu do niego.
Zasady publikacji recenzji
1. Tytuł posta powinien mieć następującą formę:
Autor recenzji: "Tytuł" - autor książkiPrzykład:
Alina: "Portret Doriana Graya" - Oscar Wilde2. Pod każdym postem należy umieścić etykietę z tytułem książki oraz nickiem autora recenzji.
3. Wstawienie okładki książki oraz dodatkowych informacji typu liczba stron, wydawnictwo itp. jest nieobowiązkowe.
Osoby zainteresowane proszone są o napisanie maila pod adres:
allenee1991@gmail.com
Wtedy też zostanie wysłane zaproszenie do blogowania na blogu wyzwania. Zgłoszenie jest jednoznaczne z chęcią przestrzegania zasad oraz przeczytania książek przewidzianych w jego ramach. Są one w znacznej większości klasyką literatury i warto je poznać. Dlatego serdecznie zapraszany do wspólnego czytania.
Lista lektur
Listopad: Portret Doriana Graya - Oscar Wilde (1890)
Grudzień: Wielki Gatsby - F. Scott Fitzgerald (1925)
Styczeń: Tess d'Urberville - Thomas Hardy (1891)
Luty: Anna Karenina - Lew Tołstoj (1877)
Marzec: Czuła jest noc - F. Scott Fitzgerald (1934)
Kwiecień: Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze - Edgar Allan Poe (pierwsza połowa XIX wieku)
Maj: David Copperfield - Charles Dickens (1850)
Czerwiec: Antoniusz i Kleopatra - William Szekspir (1607)
Lipiec: Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (1848)
Sierpień: Szkarłatna litera - Nathaniel Hawthorne (1850)
Wrzesień: Kochanek lady Chatterley - D. H. Lawrence (1928)
Październik: Pani Dalloway - Virginia Woolf (1925)
Listopad: Greta Minde - Theodor Fontane (1879)
Grudzień: Wielki Gatsby - F. Scott Fitzgerald (1925)
Styczeń: Tess d'Urberville - Thomas Hardy (1891)
Luty: Anna Karenina - Lew Tołstoj (1877)
Marzec: Czuła jest noc - F. Scott Fitzgerald (1934)
Kwiecień: Opowieści miłosne, śmiertelne i tajemnicze - Edgar Allan Poe (pierwsza połowa XIX wieku)
Maj: David Copperfield - Charles Dickens (1850)
Czerwiec: Antoniusz i Kleopatra - William Szekspir (1607)
Lipiec: Dama Kameliowa - Aleksander Dumas (1848)
Sierpień: Szkarłatna litera - Nathaniel Hawthorne (1850)
Wrzesień: Kochanek lady Chatterley - D. H. Lawrence (1928)
Październik: Pani Dalloway - Virginia Woolf (1925)
Listopad: Greta Minde - Theodor Fontane (1879)
Niewykluczone, iż po zakończeniu Wyzwania i ukończeniu go przez uczestników, zostanie rozlosowana nagroda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






