O prostytutkach napisano wiele. Jednak w czasach, gdy był to zawód jeszcze bardziej pogardzany niż obecnie, udało się komuś stworzyć z prostytutki postać dobrą i tragiczną - tą osobą był Aleksander Dumas.
"Dama Kameliowa" to krótka i smutna bajka o miłości, śmierci i poświęceniu. Bohaterka, Małgorzata, umiera, a my poznajemy jej historię z opowieści zakochanego w niej mężczyzny. Trudno powiedzieć, na ile jest to postać wyidealizowana, ale zdecydowanie dla miłości, która następuje dzień po poznaniu Armanda, jest w stanie zrobić wiele. Ale cóż ma do stracenia osoba, która umiera?
I choć nie potrafię zrozumieć tak szybkiego zakochania się aż po - dosłownie - grób w jeden dzień (trąci mi to współczesnymi nastolatkami, które zmieniają chłopaka co miesiąc i za każdym razem mówią, że to ten jedyny), to sama historia ma w sobie coś urzekającego. Jest lekka, ładna i słodka, choć wybitności bym się w niej nie doszukiwała. Krótka historia o krótkiej miłości.
Moje wydanie zaś jest rzeczą straszną. Kiedyś w gazecie (możliwe, że Wyborczej) były książki z wielkiej literatury. Także "Dama..." w jednym tomie ze "Sprawą Clemenceau" - wydawca mówi, że zachował dawne tłumaczenie, by pokazać piękno języka polskiego. I o ile brak umiejętności stawiania przecinków i mnóstwo stylistycznych dziwactw byłam w stanie zrozumieć (choć mogliby zadbać o poprawienie interpunkcji, albo raczej zastosowanie jej), to "chałas" mnie wykończył. Dodatkowo tłumacz jest anonimowy. Próżno szukać winnego tego bezceństwa. Nie ma ani redaktora, ani korektora, ani też tytułu oryginalnego. I choć okładka jest ładna, nie polecam tego wydania.
Sama książeczka warta przeczytania, zapoznania się. Jest bardzo miła. Jednak jestem nieporuszona.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dama Kameliowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dama Kameliowa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 lutego 2013
pia: "Dama Kameliowa" - Aleksander Dumas (syn)
Wymyśliłam, żeby książkom, ludziom i pisarzom dawać drugą szansę. I dobrze, bo Dama za pierwszym razem odbiła się od muru, a za już drugim trafiła - chociaż nie w serce.
I chociaż rozpłakałam się na koniec, to tylko na koniec, bo przez resztę było, owszem, uroczo, owszem, dobrze, ale bez zaskoczenia innego niż to, że książka takiego autora z takiego okresu może być tak lekka.
Dała mi trochę wyobrażenia, dała mi trochę zdziwień i dała dużo przyjemności. Bawiła mnie. I chyba utkwi mi w głowie.
pia
PS Tak mało czasu, tak mało słów...
I chociaż rozpłakałam się na koniec, to tylko na koniec, bo przez resztę było, owszem, uroczo, owszem, dobrze, ale bez zaskoczenia innego niż to, że książka takiego autora z takiego okresu może być tak lekka.
Dała mi trochę wyobrażenia, dała mi trochę zdziwień i dała dużo przyjemności. Bawiła mnie. I chyba utkwi mi w głowie.
pia
PS Tak mało czasu, tak mało słów...
Subskrybuj:
Posty (Atom)