![]() |
okładka pierwszego wydania powieści. |
Przyznam, że nie przepadam za
literaturą amerykańską, wolę trzymać się naszej strony
Atlantyku. Jedyną powieścią, jaką do tej pory przeczytałam i
polubiłam, był Wiek Niewinności Edith Wharton. Miałam nadzieję,
że Gatsby mnie zachwyci, sprawi, że zmienię zdanie. Ostatecznie,
książka jest określana mianem „The American Novel”.
Niestety, Wielki Gatsby zawiódł.
Czytając, miałam wrażenie, że
oglądam średnio interesujący film obyczajowy. Bohaterowie snują
się od przyjęcia do przyjęcia, wiadomo, że gdzieś tam czai się
dramat, a jeden z bohaterów jest tajemniczy aż strach. Jeśli
pojawia się dziecko, będzie rozpuszczonym bachorem. Przyznam, że
kilka razy kartkowałam, nie czytałam, znudzona brakiem akcji.
Bohaterowie byli... płytcy. Nie
polubiłam nikogo, ani Carrawaya, ani Gatsby'ego, Daisy uważam zaś
za głupią gęś. Po naszpikowanych bon motami dialogach w Portrecie
rozmowy w Wielkim Gatsby'm nużyły. Miałam wrażenie, że
bohaterowie zamiast żyć, odgrywają sceny z życia pięknych
młodych i bogatych.
Czy żałuję, że przeczytałam? I
tak, i nie. Nie, bo im więcej czytam, tym lepiej wiem co mi
odpowiada a co nie. Mówić, że się nie lubi powieści
amerykańskich nie czytając ich, to jak mówić, że się nie lubi
owoców morza nie spróbowawszy ich w dobrej restauracji. Żałuję
natomiast, że nie czytałam tej książki w szkole, gdzie mogłabym
odkryć wszystkie smaczki i warstwy powieści. Kilka cenionych przeze
mnie recenzentów z yt zarzekało się, że Gatsby to wspaniała
głęboka powieść
Odwiedziałem kiedys cos takiego jak hurtownia dekoracji i w jakims kartonie była i kupilem. przyjemnie mi sie to czytalo ;)
OdpowiedzUsuń