W styczniu zaprzyjaźnialiśmy się z książką Thomasa Hardy'ego "Tess d'Urberville" (swoją drogą książka uwielbiana przez bohaterkę niezwykle popularnych ostatnio "Pięćdziesięciu twarzy Greya"). Nie wiem, czy problem tkwi w braku czasu i nastroju na tę książkę, czy może w znudzeniu nią, jednak - niestety - w tym miesiącu nikt nie podołał wyzwaniu.
Choć wiem, że jesteśmy w trakcie. I wierzę, że wkrótce to nadrobimy.
Za to z radością oznajmiam, że Sumire nadrobiła recenzję "Wielkiego Gatsby'ego" i zapraszam do jej przeczytania.
W lutym zaś czeka nas "Dama Kameliowa" Aleksandra Dumasa. Życzę przyjemnej lektury!
sobota, 2 lutego 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
Sumire: F. Scott Fitzgerald Wielki Gatsby
![]() |
| okładka pierwszego wydania powieści. |
Przyznam, że nie przepadam za
literaturą amerykańską, wolę trzymać się naszej strony
Atlantyku. Jedyną powieścią, jaką do tej pory przeczytałam i
polubiłam, był Wiek Niewinności Edith Wharton. Miałam nadzieję,
że Gatsby mnie zachwyci, sprawi, że zmienię zdanie. Ostatecznie,
książka jest określana mianem „The American Novel”.
Niestety, Wielki Gatsby zawiódł.
Czytając, miałam wrażenie, że
oglądam średnio interesujący film obyczajowy. Bohaterowie snują
się od przyjęcia do przyjęcia, wiadomo, że gdzieś tam czai się
dramat, a jeden z bohaterów jest tajemniczy aż strach. Jeśli
pojawia się dziecko, będzie rozpuszczonym bachorem. Przyznam, że
kilka razy kartkowałam, nie czytałam, znudzona brakiem akcji.
Bohaterowie byli... płytcy. Nie
polubiłam nikogo, ani Carrawaya, ani Gatsby'ego, Daisy uważam zaś
za głupią gęś. Po naszpikowanych bon motami dialogach w Portrecie
rozmowy w Wielkim Gatsby'm nużyły. Miałam wrażenie, że
bohaterowie zamiast żyć, odgrywają sceny z życia pięknych
młodych i bogatych.
Czy żałuję, że przeczytałam? I
tak, i nie. Nie, bo im więcej czytam, tym lepiej wiem co mi
odpowiada a co nie. Mówić, że się nie lubi powieści
amerykańskich nie czytając ich, to jak mówić, że się nie lubi
owoców morza nie spróbowawszy ich w dobrej restauracji. Żałuję
natomiast, że nie czytałam tej książki w szkole, gdzie mogłabym
odkryć wszystkie smaczki i warstwy powieści. Kilka cenionych przeze
mnie recenzentów z yt zarzekało się, że Gatsby to wspaniała
głęboka powieść
środa, 2 stycznia 2013
Podsumowanie grudnia, rozpoczęcie stycznia.
Za nami już drugi miesiąc Wyzwania. Dziś będzie krótko, bez analizy, co było w książce na tak, a co na nie.
W Wyzwaniu wciąż bierze udział siedem osób, recenzje pojawiły się cztery:
Agata P
Alina
Gia
Pia
Z wiadomości, jakie do mnie dotarły, wynika, że Kasia oraz Sumire (Annathea) także przeczytały książkę. Sumire obiecuje wkrótce napisać recenzję, na którą oczywiście z napięciem czekamy.
Mam nadzieję, że do Wyzwania ktoś się jeszcze dołączy i poszerzy punkt widzenia na czytane przez nas książki.
W tym miesiącu króluje "Tess d'Urberville" Thomasa Hardy'ego. Mam nadzieję, iż mimo niezbyt optymistycznej treści okaże się ona smakowitą lekturą.
Przyjemnej lektury!
W Wyzwaniu wciąż bierze udział siedem osób, recenzje pojawiły się cztery:
Agata P
Alina
Gia
Pia
Z wiadomości, jakie do mnie dotarły, wynika, że Kasia oraz Sumire (Annathea) także przeczytały książkę. Sumire obiecuje wkrótce napisać recenzję, na którą oczywiście z napięciem czekamy.
Mam nadzieję, że do Wyzwania ktoś się jeszcze dołączy i poszerzy punkt widzenia na czytane przez nas książki.
W tym miesiącu króluje "Tess d'Urberville" Thomasa Hardy'ego. Mam nadzieję, iż mimo niezbyt optymistycznej treści okaże się ona smakowitą lekturą.
Przyjemnej lektury!
niedziela, 30 grudnia 2012
Gia Stembeck: "Wielki Gatsby" F. Scott Fitzgerald
Jay Gatsby, tajemniczy bogacz, który co wieczór wyprawia w swoim gigantycznym domu przyjęcia. Przychodzą na nie wszyscy, zarówno zapraszani jak i przypadkowi imprezowicze. Nick sprowadza się do domku obok i zaintrygowany obserwuje życie toczące się u sąsiada. W między czasie odnawia znajomość ze swoją kuzynką Daisy i jej mężem.
„Wielki Gatsby”. Książka, która zapisała się w historii
jako jedna z ważniejszych książek. Zyskała rozgłos i pozycję, której ja
osobiście zupełnie nie rozumiem. Za życia Fitzgeralda nie była jakoś bardzo
popularna, dopiero później, po jego śmierci została lepiej przyjęta. Nieważne,
że nigdy nie wiedziałam o czym ta książka jest. Od lat słyszałam „Wielki Gatsby”.
Spodziewałam się czegoś wielkiego, kultowego, niesamowicie dobrego. A to taka
książeczunia na ledwie dwieście stron, którą dobrze się czyta i tyle. Może jej „wielkość”
tkwi w tym, że poniekąd jest o niczym, a jednak czytelnik się nie nudzi. Nie
wiem. Wiem, że świat wykreowany przez Fitzgeralda odebrałam niczym skorupkę,
której brakuje wypełnienia. Tajemniczy Gatsby ani trochę nie jest tajemniczy. Jest
to tajemnica kreowana na siłę. Narrator, Nick, w ogóle niemalże o sobie nie
mówi. Jest tylko obserwatorem. Kobiece bohaterki są jakieś takie… Brakowało mi
głębi w każdej z postaci. Znamy ich powierzchowne cechy charakteru, niczym
zaledwie szkice. „Wielki Gatsby” to taka opowiastka. Autor miał pomysł, ochotę,
to napisał. Ale brakowało mi tu wiele. Nie to, że książka się nie podobała. Ale
brak dopracowania był mocno odczuwalny. Może dlatego ta powieść jest tak
chętnie ekranizowana. Szkice bohaterów pozwalają reżyserowi i aktorom na własne
interpretacje i stworzenie własnego dzieła.
Miałam wydanie z Wydawnictwa Artystycznego i Filmowego ze
zdjęciami z ekranizacji z 1974. Przyznam, że zdjęcia wydawały mi się o wiele bardziej
frapujące niż treść. Film mam w planach, tak samo jak najnowszą wersję, która
wyjdzie na ekrany kin w 2013 roku. Myślę, że w formie filmu znacznie bardziej
mi się spodoba. Bo na razie książka wzbudzała tylko irytację – jak ją opisać,
skoro wydała mi się pusta?
środa, 26 grudnia 2012
Agata P: "Wielki Gatsby" Francis Scott Fitzgerald
"Wielki Gatsby" jest jedną z najbardziej znanych powieści XX wieku, czytaną jako lektura w amerykańskich liceach i wielokrotnie ekranizowaną. Jest to jedna z tych książek, którą chciałam przeczytać od zawsze.
Narratorem powieści jest Nick Carraway, młody mężczyzna, który przeprowadza się z Zachodu na Wschód USA do Nowego Jorku w 1922 roku. Wynajmuje dom w West Egg na Long Island, tuż obok tajemniczego bogacza Jaya Gatsbyego. Historia zaczyna się, gdy Nick odwiedza swoją daleką kuzynkę Daisy Buchanan i jej męża Toma, z którym znał się ze studiów na Yale, mieszkających w bardziej luksusowej okolicy - East Egg. Tam spotyka piękną Jordan Baker grającą profesjonalnie w golfa, z którą połączy go uczucie. Po pewnym czasie Nick otrzymuje zaproszenia na jedno ze słynnych przyjęć w rezydencji Gatsbyego. Między mężczyznami tworzy się nić sympatii.
"Wielki Gatsby" nie jest książką z szaloną akcją - wręcz przeciwnie - przez lwią jej część dzieje się niewiele. Bohaterowie snują się z przyjęcia na przyjęcie, a wszystko zmierza ku doskonale wyczuwalnej wielkiej katastrofie. Powieść Fitzgeralda rozprawia się z "amerykańskim snem". Pokazuje lata 20 XX wieku - okres prosperity jako czas rozkładu moralnego i społecznego. Bohaterowie powieści to w większości zepsuci bogacze - chciwi i cyniczni. Gatsby wierzy, że jego bogactwo pozwoli mu pozyskać utraconą przed laty miłość Daisy. Jednak różnica statusów społecznych i jej głęboko materialstyczny sposób życia uniemożliwia ich związek i tak na kawałki rozsypuje się amerykański sen bohatera.
Fitzgerald wykreował ciekawe postaci, z których jednak główny bohater - tajemniczy Gatsby był dla mnie najmniej interesujący.Nick Carraway nie był typowym bohaterem, a raczej obserwatorem i komentatorem. Intrygującymi postaciami było dekadenckie małżeństwo Buchananów, cyniczna Jordan i kochanka Toma - Myrtle.
"Wielki Gatsby" nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak początkowo sądziłam. Nie porwał mnie blichtr przyjęć i gorzkie zakończenie, jakie zaserwował czytelnikom autor, ale widzę wartość tej książki. Mimo wszystko czuję się lekko zawiedziona.
Narratorem powieści jest Nick Carraway, młody mężczyzna, który przeprowadza się z Zachodu na Wschód USA do Nowego Jorku w 1922 roku. Wynajmuje dom w West Egg na Long Island, tuż obok tajemniczego bogacza Jaya Gatsbyego. Historia zaczyna się, gdy Nick odwiedza swoją daleką kuzynkę Daisy Buchanan i jej męża Toma, z którym znał się ze studiów na Yale, mieszkających w bardziej luksusowej okolicy - East Egg. Tam spotyka piękną Jordan Baker grającą profesjonalnie w golfa, z którą połączy go uczucie. Po pewnym czasie Nick otrzymuje zaproszenia na jedno ze słynnych przyjęć w rezydencji Gatsbyego. Między mężczyznami tworzy się nić sympatii. "Wielki Gatsby" nie jest książką z szaloną akcją - wręcz przeciwnie - przez lwią jej część dzieje się niewiele. Bohaterowie snują się z przyjęcia na przyjęcie, a wszystko zmierza ku doskonale wyczuwalnej wielkiej katastrofie. Powieść Fitzgeralda rozprawia się z "amerykańskim snem". Pokazuje lata 20 XX wieku - okres prosperity jako czas rozkładu moralnego i społecznego. Bohaterowie powieści to w większości zepsuci bogacze - chciwi i cyniczni. Gatsby wierzy, że jego bogactwo pozwoli mu pozyskać utraconą przed laty miłość Daisy. Jednak różnica statusów społecznych i jej głęboko materialstyczny sposób życia uniemożliwia ich związek i tak na kawałki rozsypuje się amerykański sen bohatera.
Fitzgerald wykreował ciekawe postaci, z których jednak główny bohater - tajemniczy Gatsby był dla mnie najmniej interesujący.Nick Carraway nie był typowym bohaterem, a raczej obserwatorem i komentatorem. Intrygującymi postaciami było dekadenckie małżeństwo Buchananów, cyniczna Jordan i kochanka Toma - Myrtle.
"Wielki Gatsby" nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak początkowo sądziłam. Nie porwał mnie blichtr przyjęć i gorzkie zakończenie, jakie zaserwował czytelnikom autor, ale widzę wartość tej książki. Mimo wszystko czuję się lekko zawiedziona.
piątek, 21 grudnia 2012
Alina: "Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald
Klasykę warto czytać chociażby dlatego, by przekonać się,
jak słabe ma się o niej pojęcie. Z początku „Wielki Gatsby” zapowiadał się jako
historia o człowieku wielkim właśnie, fascynującym i będącym kimś całkowicie
niezwykłym. I już na początku muszę przyznać, że dlaczego Gatsby został nazwany
wielkim, wciąż się nie dowiedziałam. W ten oto sposób poznałam się jednak z
Fitzgeraldem, co zdecydowanie można zaliczyć jako pozytyw.
„Wielki Gatsby” jest książką niewielkich rozmiarów (moje
wydanie jest dodatkowo wzbogacone o zdjęcia z ekranizacji historii z Mią Farrow i
Robertem Redfordem), która nie posiada tak naprawdę fabuły. Patrząc na nią z
filmowej perspektywy – grupa ludzi snuje się po planie i próbuje rozgryźć, kim
jest Jay Gatsby. Ledwie cztery miejsca akcji, dwóch głównych bohaterów, trzy
postacie drugoplanowe i dwie trzecio. Reszta to epizodyści i statyści. Przepych
przyjęć z lat dwudziestych i ich wewnętrzna pustka. Ciężko wyodrębnić w tej
książce jakąś konkretną akcję, jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy i wciągnąć się w
intrygi, gdyż tych nie ma – oprócz tajemnicy Gatsby’ego. Jednak czy można ją
tak nazwać?
F. Scott Fitzgerald stworzył ciekawy portret psychologiczny
– nie tyle tytułowej postaci, co instytucji małżeństwa, miłości oraz poniekąd
socjety. Każda z istotnych postaci pochodziła z Zachodu Stanów Zjednoczonych,
ale osiedlili się – przynajmniej na czas trwania powieści – na Wschodzie, gdzie
wciąż w sobie czuli się trochę zbyt zaściankowi. Narrator – Nick – jest w
dodatku jedynym z nich, który nie jest bogaty, choć sam siebie określa już na
samym początku jako snobistycznego. Kolejny jest Tom i jego żona, Daisy, którzy
choć mają pieniądze, mają siebie, nie potrafią być szczęśliwi ze sobą, ale bez
siebie także nie. Są zdecydowanie bardzo intrygującą parą, co widać już od
pierwszego spotkania z nimi. Następna jest Jordan Baker, golfistka, która w
jakiś sposób gra tło dla całej historii, choć próbuje wysunąć się na pierwszy
plan. Jako pojedyncza postać stała się moją ulubioną. I na końcu Gatsby –
postać poniekąd pełna zagadek, ale gdy przychodzi do rozwiązania, okazują się
one niczym w porównaniu ze stosunkami panującymi między bohaterami.
Wróćmy do moich własnych odczuć – tak naprawdę nie polubiłam
ani Nicka, ani Gatsby’ego. Ten ostatni wydał mi się zbyt bezbarwny, a Nick,
który mówi: „Każdy przypisuje sobie przynajmniej jedną z głównych cnót, a oto
moja: należę do niewielu uczciwych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem.” (str.
66) ostatecznie może nie okazuje się krystalicznie czysty, bądź jawnie
nieuczciwy, jednak pozostawia pytania bez odpowiedzi, które dotyczą jego
intencji. Staje się helisą, dookoła której kręci się cała fabuła (która, jak już
wspomniałam, nie istnieje), łącznie z głównym bohaterem.
Książka na swój sposób mnie zachwyciła. Na pewno nadaje się
do leniwego czytania przy herbacie i serniku, gdy potrafimy się skupić bez
współudziału książki. Ostatnio jednym z moich ulubionych słów w odniesieniu do
książek z wyższej półki jest „przewrotny” i „Wielki Gatsby” zdecydowanie
zasługuje na to miano. Nie spodziewałam się, że książka, w której prawie nic
się nie dzieje, może mnie tak wciągnąć i sprawić, że będę mieć o niej tak dobre
zdanie. W końcu bohaterowie nie zawsze muszą wzbudzać moją sympatię, nie musi
być fabuły, język może być jedynie bardzo dobry, ale książka ma w sobie coś
nieokreślonego. Tę przeczytałabym bez wątpienia jeszcze raz. I zrobię to. Może
wtedy znajdę odpowiedzi na moje pytania. Pytania, które zrodziły się w trakcie;
odpowiedzi, których jeszcze nie dostałam.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
pia: "Wielki Gatsby" - F. Scott Fitzgerald
Jeżeli chodzi o dopasowanie, to polega ono z grubsza na posiadaniu tych samych problemów. Nick i ja mielibyśmy duże szanse na udane małżeństwo. Wpadłam już na pierwszej stronie, odnalazłam się w jego przyciąganiu różnych stron, w działaniach i tej trochę biernej dobroci.
Dobrze poczułam się też z formą, bo chociaż dwustustronowe, to jednak opowiadanie. Nie tylko z powodu sytuacji (pociąg relacji Wrocław - Kraków) przeczytałam jednym tchem, po prostu nie było kiedy odłożyć. Wciąż czytać i czytać, naprawdę być na Long Island, rozdziały nie mają żadnego znaczenia. Czytać. I nawet kiedy tylko chciałam złapać oddech, ręka zaczynała od razu świerzbić, a wzrok uciekać w stronę Gatsby'ego.
Ma też jedną z kluczowych zalet opowiadania - nie dłuży się ani trochę. Jest zwarta, jest wartka, jest aż dożylna. Aplikacja prosto do mózgu, do serca, do duszy. A bohaterowie - osobowości nie rażą w oczy, chociaż są wyraźne.
I jak w opowiadaniu - nie widzę wielu den. Ale to dobrze. Klasyka całkowicie dostępna.
pia
Subskrybuj:
Posty (Atom)


